
WZMIANKA O FILOZOFII NATURY W NIEMCZECH
Od lat kilkunastu istnieje w Niemczech szkoła natura- listó w, których śmiałe przedsięwzięcie czyni zaszczyt naszemu wiekowi. Głównym ich zamiarem jest: ułożyć systema powszechne umiejętności przyrodzenia nie z domysłów przypadkowych i dowolnych przypuszczeń, ale z zasad mających za sobą oczywistość niewątpliwą.
Zachodzi teraz pytanie: które zasady mają tę oczywistość niewątpliwą, ogólną i konieczną?
Wynikająli z doświadczenia? Bynajmniej. To wszystko, co wiemy z doświadczenia, jest warunkowe i prawdziwe pod pewnym tylko, oznaczonym względem, śród pewnych oznaczonych okoliczności. Prawdy z takiego źródła wypływające zawsze są i muszą być względne. Co się dzieje pod pewnym oznaczonym warunkiem, co się dzieje śród pewnych oznaczonych okoliczności, toż samo może się dziać cale inaczej śród innych, odmiennych okoliczności. Tym sposobem, co przed chwilą jeszcze było prawdą, może się zamienić w fałsz przeciwny prawdzie.
A zatem: takie zasady, które mają za sobą oczywistość nie-wątpliwą, ogólną, bezwarunkową i nigdy zaprzeczeniu nie ulegającą, z doświadczenia wynikać nie mogą, ponieważ doświadczenie zawsze jest warunkowe i względne. Wiadomość wszelka, wyczerpana z doświadczenia jest prawdziwa, póki trwają oznaczone przygodne okoliczności, śród których odkryta została. Za zmianą tych okoliczności ustaje pewność, a mniemana prawda w błąd się przeistacza.
Nic dziwnego, że filozofowie niemieccy chcąc ugruntować systema powszechne umiejętności przyrodzenia na zasadach ma-jących niewątpliwą oczywistość, odstąpili od doświad-czenia, które uważają jako źródło pozorów i omamień, czyli prawd warunkowych i względnych, bo to na jedno wychodzi.
Skoro człowiek myślący zboczy z praktycznej drogi doświad-czenia, pozostaje mu tylko jego własny rozum; tę tylko podstawę mając w nauce, musi się odtąd wznosić własną siłą, dzia- lać własną mocą i rozumowaniem przenikać do istoty prawdy. Dla niego nie egzystują rzeczy zewnętrzne; nic o nich nie wie, póki o tym, że są, nie przekona się rozumowaniem. I ta jest droga, którą filozofowie natury w Niemczech postępują teraz ku zamierzonemu celowi w umiejętności przyrodzenia.
Otóż początkowe wyobrażenie metody, którą teraz wielcy ludzie, wielcy pisarze postanowili zgłębić naturę, przeniknąć do istoty wszystkich zjawisk i wytłumaczyć wszystkie fenomena! Wejdźmy tylko w ściślejszą rozwagę ich przedsięwzięcia, a przekonamy się, iż nigdy rozum człowieczy wyżej nie zasięgnął i nigdy nie odważył się na rozwikłanie tak trudnej, ale zarazem i tak pięknej zagadki. Na teraz powiedzmy tylko, iż owa metoda naturalistów szkoły niemieckiej zrodziła się z filozofii transcendentalnej, czyli filozofii wspartej na dokładniejszej, głębszej i ściślejszej znajomości ducha ludzkiego, na znajomości wnętrznych działań naszego umysłu.
Jeśli tę ważną materię godzi się poruszyć w piśmie codziennym i tak ulotnym, jakim jest nasz „Kurier Polski”, jeżeli przez to przyłożymy się do rozszerzenia mniej może znanych u nas pojęć i wyobrażeń, powiemy krótko: jaka, zdaniem naszym, różność zachodzi między tą nową kształcącą się obecnie w Niemczech pod wpływem wzniosłych teorii filozoficznych metodą pojmowania i rozumienia natury a działem owych nauk i umiejętności, które u nas w szkołach zowią naukami ścisłymi, przyrodzonymi, a które by raczej, jak niżej się okaże, empirycznymi tylko nazywać wypadało. Wreszcie niechaj to nikogo nie dziwi, że takie przedmioty na widok wyciągamy: przemilczyć o tak ważnym zdarzeniu w świecie literackim, nie wspomnieć nawet o teraźniejszej filozofii natury w Niemczech, byłoby grzechem nieodpuszczonym; toć by już znaczyło największą z naszej strony obojętność we względzie wyobrażeń cechujących wiek dziewiętnasty, cechujących dzisiejszą cywilizację i postęp rozumu ludzkiego. Starajmy się owszem czynić takie przedmioty popularnymi, czyli przystępnymi dla większości.
Przystąpmy do rzeczy. — Ze względu nauk przyrodzonych rozszerzyło się to mniemanie, jakoby one domowym tylko po-trzebom naszym służyć i społecznemu pożytkowi dogadzać miały. „Uczcie się astronomii, bo ta umiejętność potrzebna jest żeglarzom, żeby na morzu nie błądzili. Uczcie się botaniki i mineralogii, bo te nauki służą lekarzom i aptekarzom ku poratowaniu nadwątlonego zdrowia ludzkiego. Chemia przyda się farbiarzom, mydlarzom i garbarzom”. I tak wszystkie inne nauki na to tylko zdają się być wynalezione w rozumieniu powszechnym, a nawet w rozumieniu ich najgorliwszych czcicieli, żeby nastręczały i ułatwiały człowiekowi sposobność ciągnienia jak największych korzyści z natury, z tych sił, którymi działa przyrodzenie, z tych własności, którymi tak hojnie uposażyło wszystkie jestestwa.
Z wielu miar słuszne jest to mniemanie. Trudno nie przyznać, żeby dowcipne i zręczne przystosowanie nauk naturalnych do przemysłu rękodzieł i rzemiosł nie miało sprawiać ważnych korzyści dla społeczeństwa ludzkiego. Lecz zarazem przyznać potrzeba, że ów wyłączny wzgląd na sarnę praktyczną użyteczność ubliża godności tych nauk. Istota prawdziwej nauki, jako i prawdziwej piękności w sztukach nadobnych jest daleko szlachetniejsza. Przeznaczenie rzetelnej umiejętności daleko wznioślejsze i spanialsze. Nie pożytek materialny, nie korzyść chwilową, jaką z nauki odnosimy, ale sarnę prawdę bez żadnego innego względu uważać należy jako ostateczny kres, do którego wszystkie poznawania i wiadomości nasze zmierzają. Prawda, a przynajmniej wiadomość tego, co w rozumieniu naszym jest prawdą, otóż najwyższa potrzeba ducha ludzkiego. Zaspokajać tę wielką umysłową potrzebę, otóż najpierwsze i główne założenie wszystkich nauk i wszystkich umiejętności.
Wzniosła tylko filozofia naszego wieku zdołała przywrócić tę moralną godność umiejętnościom przyrodzenia! W dzisiejszych czasach tak dzielnej przemysłowej dążności pierwsi Niemcy postrzegli, że natura nie dla samych tylko farbiarzów i garbarzów jest stworzona, ale także dla filozofów. Oni pierwsi rozszerzyli to mniemanie, że umiejętności przyrodzenia dwojakich sług potrzebują, jednych, co by z niej ciągnęli korzyść praktyczną i ekonomiczną dla użytku społecznego, a drugich, co by ją staraniem swoim i pracą doskonalili dla samej prawdy, bez względu na materialne i przemijające pożytki. I ta jest naj- pierwsza różnica między metodą filozofii natury a trybem postępowania tak zwanych empiryków, czyli tych uczonych, którzy polegając na doświadczeniu i na świadectwie zmysłów, uważają naukę przyrodzenia z punktu ekonomicznej tylko użyteczności.
Ale ten wzgląd wyłączny na użyteczność, to upowszechniające się u nas mniemanie, jakoby nauki zwane ścisłymi dogadzać powinny materialnym tylko potrzebom społeczeństwa, wywiera szkodliwy i z wielu miar niebezpieczny wpływ na stopniowe rozwijanie się, doskonalenie i uprawę tych nauk. Przez to (pominąwszy nawet wyobrażenie moralnej godności, jakiej dla chwały nauk zacieśniać nie należy) wykrzywił się i spaczył tok umiejętnego postępowania. Przez to sama metoda i układ umiejętny wyszczerbione zostały. Od czasu, jak poznano, że za pomocą umiejętności przyrodzonych można wygodniej mieszkać, lepiej się ubierać, w wymyślniejsze i wytworniejsze opływać dostatki, odtąd nauka natury pierwotną dostojność swoję straciła. Tę myśl potrzeba dobrze zrozumieć: sposób traktowania umiejętności w zamiarach ekonomicznych, przemysłowych i finansowych coraz bardziej zaczyna się oddalać od umiejętnej, scjentyficznej i filozoficznej właściwej metody. Mechanizm przeważa, układy oddzielnych nauk zamieniają się w słowniki wyrazów technicznych, coraz więcej mnoży się szczegółów nie powiązanych myślą ogólną; żadnej prawie teorii, żadnego systematu, żadnej całości organicznej! Zysk stał się miarą wartości wszelkich nowych odkryć, mniemań i wynalazków. Uczeni empirycy uważają naturę jako bogatą kopalnię. Nie chęć poznania ogółu spraw przyrodzenia, ale jedynie chęć prędkiego zarobku, chęć śpiesznego korzystania z luźnych szczegółowych wiadomostek ciągnie ich do zamierzonego celu w każdym nieledwo przedsięwzięciu naukowym.
W tym stanie rzeczy pierwsi filozofowie niemieccy za naszej pamięci wznowili myśl starożytną: ułożenia powszechnego systematu natury i utwierdzenia tego systematu na zasadach wyciągnionych z rozumowań oderwanych, których pewność nie polega na świadectwie zmysłów i na doświadczeniu, które same przez się są oczywiste i pewne, których cechą ge- neryczną i radykalną jest prawdziwość bezwarunkowa, bezwzględna. Zamiarem tej teorii jest: odkryć jedność śród nie- policzonych zjawisk przyrodzenia, uszykować wszystkie części w jednę całość harmonijną i organiczną; krótko mówiąc, ułożyć powszechne systema i poznać ogół działań natury.
W kilku słowach jaśniej wyłożymy tryb postępowania umie-jętnego, czyli metodę tej świetnej szkoły.
Zboczywszy z toru empirycznego odrzucają niemieccy filo-zofowie doświadczenie i obserwację, przyjmując za zasadę fundamentalną, że dla filozofującego naturalisty natura nie istnieje. Naprzód ułożoną teorię sprawdzać oni usiłują doświadczeniem i postrzeżeniami; kiedy u empiryków przeciwnie dzieje się: ci bowiem teorię układają według po- strzeżeń i według wiadomości wyczerpanych z doświadczenia. Przyjąwszy za zasadę, że dla nich natura nie istnieje, przekonywają się filozofowie natury przez rozumowanie o egzystencji przedmiotów zewnętrznych. Rozumowania te, którymi odkrywają byt rzeczy pod zmysły podpadających, zowią „konstrukcjami”. Jakoż w rzeczy samej, sporządzają oni sobie myślą świat zewnętrzny. Rozumując budują gmach przyrodzenia i wszystkie ukazujące się w tym gmachu zjawiska. Są to architekci natury! Z ich umiejętnością powstaje zarazem przedmiot tej umiejętności. Rzecz, wnętrzna osnowa, rodzą się razem z formą nauki. Nie masz dla nich ani ziemi, ani gwiazd, ani słońca, ani księżyca; nie masz ani materii, ani ruchu, ani światła, ani elektryczności, ani magnetyzmu. Do tego wszystkiego przychodzą przez dialektykę,ą)rzez ciąg stopniowy twierdzeń i nieprzerwane następstwo myśli. Przetoż drugą różnicą zachodzącą między tą szkołą filozofów natury a metodą empiryków jest, że pierwsi wychodzą z punktu genetycznego, czyli innymi słowy, że stawiają się myślą w pierwotnej epoce natury i historycznym porządkiem przebiegają następne jej epoki, a zaś drudzy uważają przyrodzenie jako zbiór rzeczy pod zmysły podpadających, jako faktum, jako skutek. U pierwszych natura jest siłą bezprzestannie działającą; u drugich jest tylko produktem, czyli wypadkiem tej siły. Pierwsi uważają przyrodzenie w stanie ruchu; drudzy w stanie spoczynku i bezwładności. Pierwszy widok natury znany jest także w Niemczech pod nazwiskiem teorii dynamicznej.
Takie przedsięwzięcie musiało koniecznie pociągnąć za sobą zupełną reformę dotychczasowych nauk przyrodzonych. Musiały ustać owe rozdziały na fizykę, chemię, mineralogię, fizjologię itd. Prawdziwej bowiem umiejętności natury jedynym celem było: złączyć te wszystkie części w jednę całość i podciągnąć zasady owych nauk pod jeden widok, pod jedno powszechne systema. Z czego także wypadło, że szkoła empiryków na zawsze została oddzielona od szkoły filozoficznych ba- daczów przyrodzenia. Tamtym doświadczenie i korzyść praktyczna dostały się w podziale, a tym teoria i prawda. Nazwisko empiryków służy tym, którzy w przyrodzeniu szczególne tylko fakta postrzegają, zbierają, jedne obok drugich umieszczają i opisują. Teoretykami zaś są ci, którzy w przyrodzeniu owe tylko pierwotne uznawają prawo, którzy wszystko widzą w związku, w ogóle, w powinowactwie z całością systematyczną, u których wszystko jest w procesie twórczym, organicznym, w ruchu, w działaniu. To tylko, co koniecznie wypływa z owego prawa jedności i całości, może znaleźć miejsce w teorii z tego punktu widzianej. I taki tylko widok natury może być prawdziwy! Przetoż wszelkie tak zwane teorie empiryków są tylko zbiorem niepewnych domysłów, z których się tak prawda, jako i fałsz rodzić mogą. Historia nauk przyrodzonych, które empirycy ścisłymi zowią, a które ścisłymi nie są, stwierdza to zdanie.
Otóż niedokładny zapewne rys tej poważnej umiejętności, której fundamentalne zasady pierwszy Schelling ustanowił, którą z chwałą dla siebie doprowadził do tak wysokiego stopnia oczywistości, dla której zjednał tylu uczniów i stronników. Zamiar śmiały, rozległy, godny myślącego filozofa w XIX wieku! Wolni od uprzedzeń, powodowani dobrem nauki, oby zechcieli literaci polscy zwrócić uwagę swoję na tę nową u nas niwę, na której nie znać jeszcze pracy skrzętnego robotnika; oby zechcieli razem z nami przebiec w pismach publicznych długi szereg tych wzniosłych pojęć, tych świetnych wyobrażeń! Oby to mogło się stać przedmiotem rozpraw naszych! 
